Melecki Maciej – Bezgrunt

Dostępność: w sprzedaży
Wysyłka w: 5 dni
Cena: 27,30 zł 27.30
ilość szt.
dodaj do przechowalni
Ocena: 3.2
Kod: ISBN 978-83-65772-81-7

Opis

Bezgrunt – dziesiąty tom wierszy Macieja Meleckiego – przynosi hipnotyzujący zapis wielokątnych rejestracji stanów rozpadu i bezpośredniego obcowania ze śmiercią. Krzyżujące się plany ewokacji silnie odczuwalnych i dotkliwie odbieranych utrat, transfigurowanych rozstrojonym, rozwidlonym oraz gęsto zmetaforyzowanym językiem, stanowią podłoże dla wszelkich – absorbujących podmiot niejako symultanicznie – enuncjacji, wywiedzionych z wielowątkowych historii konfrontacji ze światem realnym, postrzeganym jako wszechobecna zapadnia, zawiadywanym przez bezwzględny w swych przejawach ślepy los. Percepcja oraz wola podejrzenia sytuuje się po stronie nieograniczonej możliwości językowych modułów, posiadających odautorskie signum, dzięki operowaniu którymi możliwa jest intencjonalnie skuteczna transpozycja tematycznych zagadnień: narastająca alienacja, fasadowość racjonalnych mechanizmów myślenia zderzanych z intuicją czy przeczuciem, inkluzywna rola jednostki w danej, opresyjnie zaprogramowanej społeczności, wielopostaciowość natury fałszu, analiza stopnia przystawalności języka do rzeczy oraz idei, czy wreszcie diagnoza współczesnych rodzajów komunikacyjnych kodów. Stąd wiersze te okazują się przytoczeniami z procesów, na jakie jest się skazanym, czyniących z jednostki podporządkowany oraz zreifikowany obiekt. Grupują one tedy liczne powiadomienia o finalnym rezultacie, który może być tylko jeden – poczucie przegrania w grach bez zasad, ponoszenie tego niekończących konsekwencji, a także posiadanie świadomości rychłego końca każdego wymiaru, noszącego sfalsyfikowane znamiona stabilnego ujęcia. Głębokie wejrzenia w podminowane pustką i zaległe w nicości tryby egzystencji przynoszą konstatacje pełne deziluzji, goryczy i permanentnego uczucia braku, ujawniając przez to postać rzeczy ostatecznych: rozbitych i zatomizowanych do cna figur subiektywnie pseudonimowanych, wyzutych – pomimo nieustannego wmawiania obecności – z jakiegokolwiek sensu. Bezgrunt to wieloraki dopust rozplenionych, krańcowych w swej formie i wyglądzie, zrębów językowych uwidocznień, które demistyfikują i kontestują przyjęte pierwotnie postaci znaczeń, ujawnianych w tych wierszach w kontrplanie wobec przypisywanym im wartościom – tak żywym w swej wszechwładnej fikcji.

(Od wydawcy)


Doczesny spływ

W kontrze napływu wykrzywia się błotnik nieba, zacieki szybko
Schnącego błota, rozchlapane po dołach i murach, przedłużają
Jego spiralną oś. Wypycha mnie stąd odór z zagrody ust. Hamowanie
Na starcie, ściernym papierem docieranie do najpierwszych warstw.
Śruba w stawie. Rzeszotem jego środek. Dzień przewieszony na sznurze,
Jak osmolona końcówka lufy odłożona w poprzek – owa tylna jego
Straż. Przemiany krzyżującymi się przeciągami na mikroskali

Szurań i przestawień, naprowadzasz sobą dany zwid i w chyżym
Rozszczepieniu bieży dalej twój zasiany ongiś promień, nie opuszczasz
Więc żadnej piędzi zejścia, które wahadłowo wpuszczało krok w
Grzęzawisko dat, zeskrobując z ramy korodujący nalot czasu, jakby
Odpięcie paska od zegarka czyniło odliczanie prędszym. Wyszarp
Przez kratę chochlę popiołu, rozwiej ją po drogach procesji, na krótko
Udrażniając zatamowane żyły kolejnym łykiem szklistej sadzy,

Tam, w pojedynkę, przy taborecie odepchniętym nagle jak zsuwający
Się po gładkiej ścianie miotły styl. W zamroczeniu mrowiącym szpik
Przetykasz sobą falującą klatkę odrętwienia, pod kątem spadającego
Ostrza nieustannie przeczołgując się w daremne byle gdzie. Skuj
Tę kamienistą twarz, sinica gęstnieje na tafli każdego mijanego pola,
Korzeniąc się w łuskach odbić, przybywa od tego kolejne deko
Dna i wybija ją studnia dalszej, plackowatej drogi, albowiem już tylko

W bruździe można dopatrzyć się kierunków, na które zostaje się skazanym,
Odsiedziawszy niezmierzalną garść kolczastych chwil tylko w jednej
Pozycji, na płask będąc dostrzeganym, przenosząc wiadra z góry w dół,
Rozchyliwszy pion. Masz swoje wyjście. Czekasz, aż domknięcie drzwi
Otworzy nowy podkop wejrzeń, choć nie zobaczysz wszak innej postaci
Tego rozstrojonego tchnienia. Nie ujdziesz też wolniej niż dym. Napręż powróz.
Przewiosłuj maź. Wyzłomuj klin. Oto lotny kłąb drzazg, doczesny spływ.

 

(fragmenty książki)


Maciej Melecki ur. w 1969 r. Autor tomów wierszy: Te sprawy (1995), Niebezpiecznie blisko (1996), Zimni ogrodnicy (1999), Przypadki i odmiany (2001), Bermudzkie historie (2005), Zawsze wszędzie indziej - wybór wierszy (2008), Przester (2009), Szereg zerwań (2011), Pola toku (2013), Inwersje (2016), Prask (wybór wierszy w języku czeskim, 2017) oraz tomu prozy Gdzieniegdzie (2017). Mieszka w Mikołowie.


Autor okładki i koncepcji graficznej: Piotr Zdanowicz

Szczegóły

Autor Melecki Maciej
Numer tomu w serii 182
Format 21 × 21 cm
Oprawa oprawa miękka ze skrzydełkami
Liczba stron 118
Rok wydania 2019
Patroni medialni wielkopolska.kultura u podstaw, Fundacja KulturAkcja, artpapier, kulturapoznan.pl, Czas Kultury

Opinie o produkcie (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl